niedziela, 6 sierpnia 2017

Poznawanie nowych ludzi

   Pamiętam jak byłam mała, jeździłam z mamą na plażę, jezioro, czy jakieś wycieczki. Po pewnym czasie zaczynałam się nudzić i trochę marudziłam. W pobliżu zazwyczaj były inne dzieci, ale i mi i im brakowało odwagi, żeby się poznać. Zresztą jak spojrzeć na to z dzisiejszej perspektywy, to dorośli ludzie bardzo często otoczeni są innymi osobami i mimo to, nie zaczynają przypadkowo ze sobą rozmawiać tylko dlatego, że się nudzą. Z wyjątkiem babć. One gadają zawsze i wszędzie.
   Na tych wycieczkach zazwyczaj przychodziła odwaga pod sam koniec ich trwania. Poznawałam się w końcu z innymi dziećmi i przeżywałam najlepszy czas w swoim życiu. Przyjaźń zawierała się natychmiastowo i czułam, że jest to najlepsza przyjaciółka świata. Potem upływał rok, ja z mamą po raz kolejny jechałyśmy nad jezioro i poznawałam tam nowe koleżanki, które wydawały się jeszcze fajniejsze od poprzednich. Dziś, nie pamiętam większości z nich, nie mam pojęcia kim były te osoby, ani jak wyglądały.

źródło: weheartit.com

   Dla wielu ludzi poznawanie nowych osób to ich hobby. Kolekcjonują nowe znajomości, niczym znaczki. Przynosi im to pewną adrenalinę, szczęście, wrażenie, że coś się w życiu dzieje. Jako nastolatka miałam grupę przyjaciółek, za które oddałabym palec u nogi. Planowałyśmy swoje śluby i zawsze podkreślałyśmy, że wszystkie znajdziemy się na liście osób zaproszonych. Z roku na rok ta liczba się zmniejszała, aż mogę szczerze powiedzieć wyrównała się okrąglutkiemu zeru. Na moim ślubie lista gości będzie mniejsza o jakieś 20 osób i egoistycznie z wielką chęcią poświecę te pieniądze na  lepszy miesiąc miodowy.
   Wciąż zostałam tą samą otwartą i przyjaźnie nastawioną do ludzi osobą. Gdy poznaję nowe osoby, myślę sobie "ale fajna dziewczyna". To ciekawe jak każdy jest inny, ma inną historię do opowiedzenia. Jednak nie jest to zainteresowanie tak silne, żeby umyślnie powodować sytuacje, gdzie muszę się przedstawiać. 
   Nowe znajomości zawodzą. Z tej miłej, uśmiechniętej i uroczej osoby po kilku godzinach rodzi się wcielony potworek. Złośliwe teksty, fałszywy uśmiech, przesadna pewność siebie, lub wręcz odwrotnie - grymas na twarzy, zamknięta postawa ciała i ciągłe narzekanie na wszystko dookoła. Jestem jak taki naiwny jelonek, który widząc kłusownika myśli sobie "ojej, jaka miła postać, ciekawe czy się razem pobawimy", zaraz potem leży martwy. Kolejny raz jelonek trafia na kłusownika i odgrywa się dokładnie ta sama drastyczna scena. Może pewnego dnia kłusownik naprawdę okaże się bratnią duszą. A może i nie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz