sobota, 7 kwietnia 2018

24 myśli na 24. urodziny




Po dwudziestym pierwszym roku życia każde urodziny stały się mało ważnym świętem. Przy dwudziestych czwartych urodzinach zaczyna się coroczna żałoba

Za rok będę miała dwadzieścia pięć lat a to już chwila do trzydziestki (o czym wszyscy mi przypominają)

Dwadzieścia cztery brzmi staro a ja czuję się wciąż bardzo młodo

Mam wrażenie, że powinnam już mieć samochód, budować dom i planować dzieci a ja wciąż nie znalazłam swojego miejsca na ziemi

Ostatnio powiedziałam do G., że jest jedyną pewną rzeczą jaką na razie osiągnęłam w życiu. Oczywiście w żartach, ale trochę w tym prawdy

Trochę jestem na rozdrożu, bo chciałabym podróżować i żyć z dnia na dzień, ale od dłuższego czasu rysuję w głowię plan mojego przyszłego domu z ogrodem

Zaczęłam unikać alkoholu, bo źle się po nim czuję

Nie przepadam za klubami nocnymi

Zaczynam dostrzegać wiele rzeczy, np. że w dzisiejszych czasach ludzie nie radzą sobie z presją otoczenia, natłokiem obowiązków i presją nakładaną na samych siebie, w tym ja



Jestem gotowa na terapię u psychologa i jest to kwestia czasu, kiedy zapiszę się na pierwszą wizytę

Dorosłość przeraża mnie teraz o wiele bardziej niż kiedyś

Moje zdolności kulinarne zdecydowanie się poprawiły

Doceniam przyjaźń o wiele bardziej niż kiedyś

Nie mam pomysłu na to, co chciałabym dostać na urodziny. Może jedynie ten podtrzymywacz do książek, który widziałam ostatnio w księgarni za kilka euro

Rachunki nie są takie straszne, ale zepsuty kran w kuchni to potwór, z którym nie umiem się uporać

Powoli przestaję wspominać i ubolewać czas kiedy miałam 19 lat i cieszę się z nabywanej mądrości życiowej

Przestałam wstydzić się nosić okulary, a nawet planuję kupić szkła kontaktowe. O dziwo świat jest jakiś ładniejszy i o wiele bardziej kolorowy, gdy widzę wszystko wyraźnie

Zaczęło przeszkadzać mi to, że słabo widzę

Wolę krótszą i wygodną fryzurę. Zaczęło mnie drażnić to, że moje włosy tak szybko rosną i niedługo znów muszę iść do fryzjera je podciąć (ostatnio podcinałam je równo miesiąc temu, a urosły już chyba z 5 cm)

Na liście rzeczy do zrobienia jest pójście samotnie do kina i wyjazd na kilka dni na wakacje samej. Jeszcze nie znalazłam odwagi, ale w końcu to zrobię

Wciąż nie wymyśliłam fabuły swojej książki

Nie umiem opiekować się kwiatami, więc kupiłam kaktusa. Żyjemy w idealnej symbiozie

Pierwszy raz w życiu, w tym roku udało mi się posiać rzeżuchę, która wyrosła i była zjadliwa

                                             Niestety wciąż nie oduczyłam się obgryzania paznokci


poniedziałek, 19 marca 2018

Dziewczyną mojego chłopaka / My boyfriend's girlfriend

    

    Każda mała dziewczynka z dniem, w którym jest w stanie sama zdmuchnąć świeczki ze swojego tortu zaczyna marzyć. Każda marzy o czym innym i różnie sprawy się toczą. Ja już w wieku kilku lat zdałam sobie sprawę, że moje marzenia bardzo szybko się spełniają. Jako sześciolatka postanowiłam potwierdzić swoją teorię i zaczęłam marzyć o sukience. Nie była to żadna konkretna suknia, ale zasypiałam z myślą o tym, że ją dostaję i kręcę się w kółko ze szczęścia. Przy najbliższej okazji dostałam od babci piękną elegancką bordową sukienkę z przewiązaną kokardą w pasie. Takim sposobem odkryłam moc wizualizacji, wtedy nie mając pojęcia o istnieniu takiego terminu.
    Marzyłam więc dalej. Chciałam tańczyć, więc zapisałam się do szkoły i spędziłam najpiękniejsze nastoletnie lata na salach treningowych. Chciałam się nauczyć płynnie angielskiego i to też się udało. Obsesyjnie marzyłam o wyjeździe do Stanów Zjednoczonych i nawet tam udało mi się zamieszkać na rok. Jednak jeszcze przed Stanami, w wieku dojrzewania zaczęłam mieć ogromne marzenie, które przysporzyło mi nie lada frustracji. Miałam chwile zwątpienia, szczerze myślałam, że to jedno marzenie może się nigdy nie spełnić.
    Niektóre dziewczyny wyobrażają sobie swój ślub i marzą o pięknej uroczystości w białej sukni. Jeszcze inne całe swoje życie dążą do bycia mamą. Ja odkąd tylko zaczęłam interesować się chłopakami, chciałam mieć jednego na własność. Nigdy nie marzyłam o byciu żoną, nigdy nie chciałam być mamą. Ja chciałam być dziewczyną swojego chłopaka. Godzinami marzyłam o chodzeniu za rękę na randki. Chciałam by całował mnie znienacka w szyję, gdy wstawiam nam pizze do mikrofalówki. Chciałam, żebyśmy razem piekli babeczki i malowali jajka na Wielkanoc. Nie mogłam się doczekać aż będziemy jeździć razem na wakacje czerwonym kabrioletem i robić szalone rzeczy na plaży po zmroku. Tak się stało, że w końcu to marzenie też się spełniło (no oprócz kabrioletu). I powiem szczerze, że o wiele trudniej od tego czasu zasypia mi się wieczorami. Najzupełniej w świecie nie mam o czym marzyć. Oczywiście są sprawy takie, że chciałabym być na przykład bogata i mało pracować. Chciałabym napisać książkę i odnieść wielki sukces. Chciałabym zwiedzić wszystkie kontynenty od góry do dołu. Może nie marzę o nich już obsesyjnie przed snem, bo wiem, że jak tylko będę mocno chciała to spełnią się one bynajmniej w jakiejś części. Ja już nie wierzę, ja wiem, że pewnego dnia napiszę książkę. Może nie odniosę światowego sukcesu, ale spełnię kolejne najskrytsze marzenie.
    Jestem teraz w takim momencie, że czuję się trochę nieswojo. Marzycielce zabrakło marzeń. Myślę, że ten okres minie i pewnego dnia obudzę się i znajdę marzenie, które będzie mnie usypiało wieczorami. A może po prostu mam wielkie szczęście, że zabrakło mi marzeń, bo tyle z nich się już spełniło. A może dorosłe życie polega na tym, że zaczynamy widzieć świat tak bardzo realnie, że marzenia przestają dla nas istnieć. Niieee... teraz jak to napisałam, to nie brzmi jak ja. Marzycielka zawsze zostanie marzycielką. Powiedzmy, że jestem teraz na bezterminowym urlopie. Moje „marzenia” stały się krótkoterminowe i nie mogę się doczekać naszego weekendowego wypadu z okazji czwartej rocznicy z G.
    Wypowiedziałam teraz wszystkie swoje marzenia, a ponoć jak się je wypowie na głos to się nie spełnią. Ale to też sprawdziłam i moje się zawsze spełniały mimo tego, że dzieliłam się nimi z innymi. Życzę Wam spełnienia marzeń, ale nie wszystkich, żebyście mieli o czym myśleć przed snem i zasypiać trochę szybciej niż ja ;)

ENG

    Every little girl, by the day she is able to independently blow candles on her birthday cake, begins to dream. Every girl has a different dream, and life gives different scenarios. When I was only few years old I already realized that my dreams quickly come true. When I was six I decided to check my theory and began to dream about a dress. Nothing specific, but I was falling asleep imagining myself in a beautiful dress, spinning around with happiness. At the closest occasion I got a beautiful, elegant, maroon dress with a tied bow on my waist as a gift from my grandma. This was how I discovered the power of visualization, not even knowing that such a thing existed yet.
    So I kept on dreaming. I had always wanted to be a dancer, so I signed up to dance school and spent there my most wonderful teenage years. I wanted to speak fluent english, and that also happened. I was obsessive about visiting United States, and even there I lived for a year as an exchanged student. However, long before going to America, as a growing teenager I started having a dream that didn't seem so easy. It made me frustrated many times. I had many doubts and really I thought that this one may never come true.
    Some girls from early age dream about wedding with a big, fluffy, white dress. Some of them are born to be mothers and this is their biggest dream. As it if for me, as soon as I started being interested in boys I wanted to have one for myself. I have never dreamt about being wife, I've never wanted to be a mother. All I wanted was to be my boyfriend's girlfriend. I could dream about holding hands together for hours. I wanted him to secretly kiss my neck, while I put pizza in a microwave. I wished to bake cupcakes together and paint eggs for Easter. I couldn't wait the moment, when we go for vacation in red cabriolet and do crazy things on a beach after dark.
    So it happened that this dream also came true (oh, well except the cabriolet), and I must admit it's much harder for me to fall asleep at night. I simply have nothing to dream about anymore! Of course there are this little things, like for example I would like to be rich and work less. I would like to write a book, that becomes a bestseller. I would like to visit all the continents and travel to all the places. Maybe I am not obsessed about my “little” dreams anymore, because I know that if I only really want them to come true, they will. I don't believe anymore, I know that one day I am going to write a book. Maybe it won't be a bestseller, but I will make another of my dreams come true.
    I am in this moment now, that I feel little bit not myself. The dreamer ran out of dreams. I think this time will pass and one day I'll wake up to new ideas, that will become my best lullabies before sleeping. Or maybe I am just extremely lucky that most of my dreams already came true. Or maybe it's just the adulthood that kills the ability to dream, because of becoming such a realistic person. Nooo... now as I wrote it doesn't sound like me. A dreamer will always be a dreamer. Let's say I am on indefinite leave. My dreams are short term and I just can't wait for a weekend away for our fourth anniversary with G.
  So I've told you all my dreams, and you know what they say - you shouldn't tell your dreams, because they will never come true! But this I also checked, and even though I always share them with others, they still happen. I wish you all to have your dreams come true, but not all of them, so you can dream before sleeping and fall asleep a little bit faster than me ;)

https://weheartit.com/

czwartek, 8 marca 2018

Co myślę o Dniu Kobiet

    
www.weheartit.com
    W sumie to o Dniu Kobiet wcale bym jakoś specjalnie nie pamiętała i ten dzień wcale nie różniłby się za wiele od każdego innego dnia. A już na pewno bym o tym nie napisała, gdyby nie to, że już od grubo tygodnia wszyscy trąbią „zaraz dzień kobiet!”, jakby to były co najmniej trzydzieste urodziny Rihanny. Poranek miałam naprawdę spokojny i nagle przyszło popołudnie i ku mojemu (szczerze? ogromnemu) zdziwieniu internet zalały ckliwe zdjęcia. Od kiedy Dzień Kobiet zamienił się w Walentynki? Chyba do tej pory nie zdawałam sobie z tego sprawy. W szkole uczono, że na dzień kobiet dziewczynki dostają kwiatki a na dzień chłopaka kupujemy chłopcom czekoladki. Ale teraz jesteśmy dorosłymi ludźmi. Nie uważam, że powinnam dostawać prezenty za to, że jestem kobietą. Czy mężczyzn nagradza się za to, że są mężczyznami?
    Dzień Kobiet to jakby nie było feministyczne święto. Sorry wszystkie antyfeministki, ale to jest fakt. Podejrzewam, że w amoku czekania na ukochanego, który przyjdzie z pracy z tulipanem w ręku zapominamy o co tu w ogóle chodzi. Polecam tekst Riennahery To obciach nie być feministką”. Kobiety w Hiszpanii wyszły na ulicę. Nawet w małym 80 tysięcznym miasteczku odbyła się wielka manifa, gdzie świętowano zdobyte prawa i dyskutowano dążenie do kolejnych przywilei. Z tego, co wiem w Polsce w większych miastach również odbyły się marsze, ale (a co tam! generalizując) co taka przeciętna Polka robi w Dzień Kobiet? Układa wszystkie swoje podarunki od ukochanego w jedną kupkę i dziesięć minut wybiera najlepszy kadr, żeby wrzucić zdjęcie na fejsbuczka i instagram. Pierwsze muszą być kwiaty oczywiście, bo bez nich nie ma w ogóle zabawy. Potem do wyboru, do koloru: kubeczki z cytatami o kobietach, misie, czekoladki, a dla odważniejszych biżuteria. Każdy znajdzie coś dla siebie. Moim zdaniem to ogromny obciach w takie święto pisać hasztag mój ukochany, hasztag postarał się, hasztag dziękuję kochanie.
    W mojej firmie z okazji święta rozdawali dzisiaj vouchery na smoothie owocowe. I to jest ok. Gdybyśmy nie dostały nic to też by było ok (zapewne i tak mieli w tym ukryty cel, żeby w dobie panującej grypy nakarmić nas witaminami, żebyśmy mogły pracować więcej i jeszcze wydajniej i nie chodzić na zwolnienia lekarskie). Pojawiły się osoby, które bardziej intensywnie niż zwykle promowały np. cytologię czy po prostu ruchy kobiece i to jest super. Wydaje mi się, jednak że spłycanie i ograniczanie Dnia Kobiet jedynie do dostawania kwiatów, czy innych prezentów jest po prostu okropnie raniące. Raniące te wszystkie kobiety, które oddały swoje życia za to, żebyśmy my teraz mogły, notabene być z tymi facetami, których same sobie wybierzemy. Oczekiwanie „nagrody” za to, że jest się kobietą jest nie tylko odwrotnością pojęcia feminizmu i przeinaczenie wartości tego święta, ale dyskryminowaniem samej siebie. W internecie przeczytałam, że w czasach starożytności był to dzień macierzyństwa i płodności. Wtedy mężczyźni obdarowywali swoje żony upominkami. Jeżeli świętujesz swoją płodność to jak najbardziej jest to ok i nie mam nic przeciwko. Pamietajmy jednak, że setki kobiet poświęciło swoje życie za to, żebyś mogła dzisiaj iść do pracy, skończyć studia albo zostać gosposią domową z wyboru. Nie musisz od razu robić transparentu i wychodzić na ulicę krzycząc: „staniki do spalenia”! Wystarczy, że pójdziesz z przyjaciółką na obiad czy do kina i wzniesiesz toast za równouprawnienie. To będzie najbardziej wartościowy kieliszek wina jaki w życiu wypijesz. A nie oszukujmy się, niejedno wino jest lepsze niż dziesięć tulipanów ;)

www.weheartit.com

sobota, 17 lutego 2018

„Dziewczyna, którą kochałeś” Jojo Moyes

   
   Jojo Moyes znalazłam prawie rok temu na stacji benzynowej, gdzieś pomiędzy Zakopanem a granicą ze Słowacją. Nie zwróciłabym na nią uwagi, gdyby nie krzyczące nagłówki: najlepiej sprzedający się bestseller; ulubiona autorka milionów czytelników; 9 milionów egzemplarzy; 35 języków; fenomen wydawniczy, itd. Można powiedzieć, że Jojo Moyes to damska wersja Stephena Kinga. Niezupełnie się z tym zgadzam. O jednej z powieści Stephena Kinga wspominam TU. Jak sama pisałam, historia była nieco ckliwa, typowy happy ending, banalne teksty. „Bardzo chętnie obejrzałabym ekranizację, jednak wydaje mi się że nie sięgnę już do książek tego autora” - minęło 3,5 roku a ja ekranizację obejrzałam z ogromnych entuzjazmem (jak większość romansów autorstwa S. Kinga), ale po książkę nie sięgnęłam nigdy więcej.
   „Dziewczyna,którą kochałeś” urzekła mnie swoją nietuzinkowością. Nie jest to ckliwa opowieść o samotnej kobiecie, która zostaje wyrwana z tarapatów przez czarującego księcia, jakby się mogło wydawać. Jest to lekka do czytania historia o miłości, ale widać, że autorka włożyła sporo pracy, aby merytorycznie powieść miała ręce i nogi. I to wyróżnia ją na tle innych powieści obyczajowych.
   Akcja zaczyna się niepozornie - początek XX wieku i codzienne trudy niewielkiej rodziny na wsi w okupowanej przez Niemców Francji. Poznajemy tragiczną historię Sophie i jej zmagań w tym okrutnym czasie jakim jest pierwsza wojna światowa. Hotel, w którym pracuje, odległe odgłosy armat, głód, służenie armii niemieckiej – wszystko jest tak przystępnie, a zarazem szczegółowo opisane, że żadna książka historyczna nie zobrazowałaby prawdy tamtejszych czasów lepiej.
   W pewnym momencie akcja przeskakuje na czasy współczesne i Liv, która całkowicie przypadkiem i wbrew swojej woli, zostaje powiązana z tragicznym losem Sophie. Gdybym mogła wybierać, to zostawiłabym tę książkę w tonie początków dwudziestego wieku i pociągnęła powieść do końca z perspektywy Francuzki. Jej życie przed wojną, w trakcie i po nawet z ckliwym happy endem „pożarłabym” w kilka dni.
    Mimo wszystko uważam, ze J. Moyes miała ciekawy pomysł na opowiedzenie historii dwóch kobiet pozornie nie mających ze sobą nic wspólnego. W dzisiejszych czasach nie zmagamy się z głodem, nasi ukochani nie idą na wojnę i nie piszą do nas listów by dać znać, że jeszcze żyją. Nie musimy hodować i ukrywać prosiaków przed Niemcami, ani gotować im wystawnych kolacji, gdy same nie jadłyśmy od tygodni. Współcześnie zmagamy się z zupełnie innymi problemami, można powiedzieć błahymi w porównaniu do tych wymienionych, ale psychicznie niejednokrotnie cierpimy nie mniej. Dla Liv, tak samo jak dla Sophie, każdy dzień był próbą przetrwania. Obydwie na koniec znalazły swoje szczęśliwe zakończenie i choć Liv nigdy nie znalazła się w prawdziwej sytuacji zagrożenia życia, nie umniejszałabym jej problemom. Obydwie bohaterki walczyły do samego końca. W przeciwieństwie do Stephena Kinga, na mojej półce czeka już kolejna powieść tej autorki.